Pierwsze 30 dni po zdaniu prawa jazdy: jak bezpiecznie rozjeździć się po egzaminie
Tuż po otrzymaniu prawa jazdy ryzyko wypadku gwałtownie rośnie. Nie stopniowo, nie trochę, właśnie gwałtownie. Badanie przeprowadzone przez Narodowy Instytut Zdrowia w USA wykazało, że nowi kierowcy są ośmiokrotnie bardziej narażeni na kolizję lub bliskie zdarzenie w ciągu pierwszych trzech miesięcy samodzielnej jazdy niż w tym samym czasie jazdy pod nadzorem instruktora. Analiza przebiegu wypadków pokazuje podobną zależność: wskaźnik kolizji na pierwszych 400 przejechanych kilometrach po egzaminie wynosi 3,2 na każde 10 000 km, a już na kolejnych 400 kilometrach spada niemal o połowę.
W Polsce Instytut Transportu Samochodowego ustalił, że w ponad 30% wszystkich wypadków uczestniczą kierowcy ze stażem krótszym niż dwa lata.
Egzamin nie jest więc najtrudniejszym momentem w karierze kierowcy. Jest nim kilka tygodni po nim.
Skąd to ryzyko? Nie z braku umiejętności, bo te potwierdza egzamin. Z braku doświadczenia w sytuacjach, których kurs nie jest w stanie nauczyć. Na kursie jeździłeś po znanych trasach, autem z dodatkowym pedałem hamulca, z kimś obok, kto zawodowo przewiduje błędy kursantów. Po egzaminie wszystko jest bardziej prawdziwe. Sobotni parking pełen aut, odbiór kogoś z dworca w deszczu, nawigacja każąca zmienić pas w ostatniej chwili, ktoś za tobą, kto trąbi, bo za wolno ruszyłeś spod świateł. To zupełnie inny świat i do niego trzeba wejść stopniowo, ze świadomością, że pierwsze tygodnie są tymi, w których uczy się najszybciej, w obie strony. Zarówno dobrych nawyków, jak i złych.
Spis treści
Każdy zaczyna inaczej
Na papierze wygląda to prosto: egzamin zdany, prawo jazdy odebrane, kilka przejechanych kilometrów po okolicy, potem miasto, potem dłuższa trasa. W praktyce rzadko tak wychodzi.
Wiele osób nie ma własnego samochodu. Albo jest jedno auto w rodzinie i można je pożyczyć tylko wtedy, gdy nikt inny akurat go nie potrzebuje. Albo rodzice boją się je dać świeżemu kierowcy. Albo ktoś korzysta z auta partnera wyłącznie w weekendy. Albo przez kilka tygodni po egzaminie nie zdarza się żadna okazja, żeby w ogóle usiąść za kierownicą.
Nie ma sensu konstruować sztywnego planu na tygodnie. Sensowniejsze pytanie brzmi inaczej: jak dobierać jazdy do swojej sytuacji, żeby nie tracić pewności siebie i nie wrzucać sobie od razu warunków, na które jeszcze nie jest się gotowym?

Pierwsza samodzielna jazda nie musi być żadnym wydarzeniem
Jedni po egzaminie chcą od razu gdzieś pojechać, inni odkładają pierwszą jazdę tak długo, że sam powrót za kierownicę zaczyna ich stresować bardziej niż egzamin. Obydwa podejścia mają swoje pułapki.
Najrozsądniejsze jest po prostu zacząć. Normalnie, bez ceremonii. Pierwsza jazda nie musi być długa ani prowadzić przez centrum. Wystarczy spokojny przejazd po znajomej okolicy, bez pośpiechu i bez nadmiaru pasażerów. Trasa do sklepu, do paczkomatu, kilka znajomych ulic. Ważniejsze od długości jest to, żeby po tej jeździe mieć poczucie, że da się.
Jeśli silnik zgaśnie, odpalasz i jedziesz dalej. Jeśli źle ustawisz się do parkowania, poprawiasz. Jeśli nie zdążysz zmienić pasa, nie wciskasz się na siłę, tylko jedziesz dalej i szukasz lepszego momentu. Tak właśnie wygląda normalna jazda, a nie seria bezbłędnych manewrów.
Nowy samochód to nowy samochód (masło maślane)
Na kursie przyzwyczajasz się do konkretnego modelu. Wiesz, jak bierze sprzęgło, jak mocno trzeba hamować, jak auto skręca i co widać w lusterkach. Po kilkudziesięciu godzinach to auto staje się znajome. A potem wsiadasz do innego i wszystko jest inne. Sprzęgło reaguje inaczej, hamulec jest ostrzejszy albo miększy, tył trudniej wyczuć. W dodatku to często samochód rodziców, partnera albo wypożyczalni, co dokłada osobny stres.
Przed pierwszą jazdą obcym autem warto spokojnie ustawić fotel, lusterka i kierownicę, sprawdzić przełączniki i w bezpiecznym miejscu kilka razy ruszyć i zatrzymać się, żeby poczuć, jak reagują pedały. To nie jest cofanie się do kursu. To rozsądek.

Uważaj na przerwy w jazdach
Problemem nie jest brak własnego samochodu, tylko zbyt długie przerwy między jazdami. Im dłuższa przerwa, tym silniejszy opór przed powrotem. Zaczyna się myślenie: pewnie już zapomniałem, teraz to dopiero będzie stres, może jeszcze poczekam. I mija kolejny tydzień, a potem miesiąc.
Lepiej jeździć rzadziej, ale jednak jeździć. Nawet krótka trasa raz na jakiś czas utrzymuje kontakt z samochodem, ruchem i własną pewnością siebie. Pamiętaj też, że statystyki są bezlitosne właśnie dla tych, którzy po egzaminie prawie nie jeżdżą, a potem wsiadają za kierownicę bez rozgrzewki, w trudnych warunkach, bo akurat muszą.
Jeśli pożyczasz auto od bliskich, warto wcześniej ustalić jedną prostą zasadę: pasażer nie komentuje każdego ruchu. Rodzic czy partner może mieć dobre intencje, ale ciągłe uwagi w stylu „wolniej”, „czemu tak późno skręcasz” albo „ja bym już jechał” bywają bardziej stresujące niż sam ruch drogowy. Kierowca potrzebuje przestrzeni do myślenia.
Jeśli korzystasz z carsharingu albo wypożyczalni, nie wpadaj w pułapkę myślenia, że czas leci i trzeba szybko ruszyć. Kilka minut na spokojne przejrzenie auta i ustawienie lusterek to dobrze wydany czas, nie stracony.
Stopniowanie poziomu trudności.
Nie trzeba planować jazd z tygodniowym wyprzedzeniem. Wystarczy myśleć o tym, co dokładasz naraz.
Najłatwiejsza jazda to znajome auto, znajoma trasa, dobra pogoda, mały ruch i żadna presja czasowa. Najtrudniejsza to obce auto, nieznane miasto, zmrok, deszcz, pełny samochód i ciasny parking przy ruchliwej ulicy. Między tymi skrajnościami jest cała skala i to po niej warto się poruszać stopniowo.
Jedziesz nieznanym autem, to wybierz znajomą trasę. Jedziesz po raz pierwszy nocą, to niech prowadzi przez znane okolice. Jedziesz do centrum, nie zapraszaj do auta czterech znajomych. Ćwiczysz parkowanie, wybierz miejsce, gdzie możesz spokojnie poprawić manewr bez niecierpliwych obserwatorów.
Znana trasa wbrew pozorom nie jest straconym czasem. Zmniejsza liczbę rzeczy, które trzeba przetwarzać jednocześnie, i pozwala skupić się na płynności jazdy i obserwacji, zamiast walki z orientacją w terenie. Nieudana jazda też jest częścią nauki. Ważne jest to, co zrobisz po niej. Najgorsze rozwiązanie to obrazić się na kierownicę i nie jeździć przez kolejne tygodnie.
Na co należy zwracać uwagę.
Parkowanie
Na kursie parkowanie jest przewidywalne. W życiu miejsca bywają krzywe, wąskie, zasłonięte przez SUV-a i strzeżone przez niecierpliwego kierowcę, który czeka, aż skończy się manewr.
Początkujący kierowca ma prawo wybrać łatwiejsze miejsce. Nie trzeba parkować najbliżej wejścia ani wciskać się między dwa auta, gdy kilka metrów dalej jest więcej przestrzeni. Parkowanie na dwa albo trzy ruchy nie jest żadną kompromitacją. Doświadczeni kierowcy też poprawiają, tylko robią to spokojnie.

Pasażerowie zmieniają dynamikę jazdy
Ktoś rozmawia, pokazuje coś w telefonie, komentuje trasę albo nagle mówi „tu skręć”. Dla doświadczonego kierowcy to drobiazg. Dla świeżego może to być za dużo, i nie jest to żadna słabość, tylko kwestia tego, ile rzeczy można przetwarzać jednocześnie, gdy jazda jeszcze nie jest w pełni automatyczna.
Na początku najlepiej jeździć samemu albo z jedną spokojną osobą. Pełny samochód znajomych i głośna muzyka podczas trudnej trasy to kiepskie połączenie. Kierowca ma prawo poprosić o ciszę przed trudnym manewrem, na rondzie albo w nieznanych okolicach. To nie przesada, to odpowiedzialność za wszystkich w aucie.
Deszcz, zmrok i trudniejsze warunki
W końcu trzeba będzie pojechać po zmroku albo w deszczu. Nie da się wiecznie wybierać idealnej pogody, ale warto dobrze dobrać pierwsze takie jazdy. Pierwsza nocna trasa najlepiej żeby prowadziła znajomą drogą, żeby nie walczyć jednocześnie z ciemnością i orientacją w terenie. Deszcz zmienia więcej niż się wydaje: szyby parują, wycieraczki rozpraszają, światła odbijają się od mokrej nawierzchni, piesi są gorzej widoczni, droga hamowania jest dłuższa. Wolniejsza jazda w takich warunkach to dostosowanie się do rzeczywistości, a nie objaw słabości.
Warto też wcześniej wiedzieć, jak w danym aucie szybko odparować szybę i włączyć ogrzewanie tylnej szyby. Szukanie tych rzeczy w ruchu to zbędny stres.
Uwaga na nawigację.
Problem z nawigacją zaczyna się, gdy aplikacja podaje polecenie zbyt późno i kierowca próbuje je wykonać za wszelką cenę. Jeśli przegapisz zjazd, jedź dalej. Jeśli nie zdążysz zmienić pasa, nie wciskaj się. Jeśli nawigacja mówi „skręć teraz”, ale manewr byłby ryzykowny, nie skręcaj. Droga wydłuży się o kilka minut i to naprawdę nic w porównaniu z gwałtownym hamowaniem albo wymuszeniem pierwszeństwa.
Przed trudniejszą trasą warto spojrzeć na mapę jeszcze przed ruszeniem i zorientować się, czy czeka cię droga ekspresowa, centrum miasta albo ciasny parking przy ruchliwej ulicy.

Kiedy lepiej nie jechać
Świeży kierowca nie musi korzystać z każdej okazji do jazdy. Zmęczenie, silny stres, choroba albo warunki wyraźnie przekraczające aktualną gotowość to sytuacje, w których można powiedzieć „nie teraz”. Rozsądek polega też na tym, żeby nie udowadniać niczego na siłę.
Szczególnie niebezpieczne jest nakładanie się kilku czynników naraz. Zmęczenie i noc, deszcz i obce auto, presja czasu i pasażerowie. Nawet doświadczony kierowca powinien wtedy uważać.
Dodatkowe jazdy z instruktorem to nie krok wstecz
Można zdać egzamin i nadal nie czuć się pewnie w codziennych sytuacjach. To normalne i żaden powód do wstydu. Dodatkowa jazda z instruktorem po egzaminie może być bardzo konkretna: trasa do pracy, parkowanie pod blokiem, jazda po nowym mieście, droga ekspresowa albo jazda po zmroku. Taka lekcja różni się od kursu, bo nie chodzi już o egzamin, tylko o realne sytuacje, w których czujesz niepewność. Dobry instruktor nie wraca do podstaw od początku, tylko pomaga tam, gdzie jest faktyczna potrzeba. Czasem jedna albo dwie takie jazdy wystarczą, żeby przełamać konkretną blokadę.
Po 30 dniach nikt nie oczekuje eksperta. Ważne, żeby przez ten czas nie utrwalić złych nawyków: jazdy pod presją, ignorowania zmęczenia, gwałtownych decyzji wymuszonych przez nawigację albo niecierpliwego pasażera.
Te statystyki z początku artykułu nie mają straszyć. Mają przypomnieć, że pierwsze miesiące za kierownicą to czas, gdy ryzyko jest naprawdę podwyższone i gdy jednocześnie uczy się najszybciej. To, czego się nauczysz w tych kilku tygodniach, zostaje na długo. Warto więc zadbać o to, żeby to były właściwe rzeczy.

